Strona poświęcona tematyce historycznej od starożytności do współczesności.
Boks reklamowy
Generał Tadeusz Kutrzeba, Armia Poznań, Bitwa nad Bzurą. Część III
» Napisane przez guderian dnia maj 11 2014, Kategoria: Wojny światowe , 0 komentarzy , 5488 czytań , Drukuj

Epizod V Epilog

Generał Tadeusz Kutrzeba, dowódca Armii „Poznań” był niewątpliwie jednym z najlepszych polskich dowódców w kampanii wrześniowej. Ten bardzo doświadczony i wykształcony oficer był przez wiele lat i jest nadal łączony z największym i jedynym we wrześniu 1939 roku zwrotem zaczepnym wykonanym przez wojska dwóch polskich armii, nazwanym później Bitwą pod Bzurą. Jakkolwiek bitwa zakończyła się porażką polskich wojsk, to jednak wykazała hart ducha, odwagę i niesamowite męstwo naszych żołnierzy, którzy nie mając praktycznie broni pancernej, atakowani przez setki samolotów i artylerię walczyli do końca. Przez te wszystkie lata wielu historyków, pasjonatów i wszystkich, którzy interesują się historią, a szczególnie kampanią wrześniową stawia sobie i innym kilka zasadniczych pytań: - Co by było gdyby armia Poznań, wraz z armią Pomorze uderzyła nie 9 a 2, 3, albo 4 września? Czy wtedy losy kampanii byłyby inne? - Czy atak tak silnych jednostek na początku września pozwoliłby uratować armię Łódź i zapobiec tak szybkiemu dotarciu niemieckich wojsk pod Warszawę? - Dlaczego Naczelny Wódz Marszałek Rydz-Śmigły przez 7 dni nie dał Kutrzebie zgody na atak? - Czy brak łączności z naczelnym dowództwem i marszałkiem miał decydujące znaczenie? - Czy generał Kutrzeba nie powinien uderzyć z własnej inicjatywy wtedy, kiedy atak był najbardziej pożądany, nawet wbrew woli marszałka i naczelnego dowództwa? Odpowiedzi na te pytania tak naprawdę nie uzyskamy już nigdy. Historia potoczyła się tak, a nie inaczej. Możemy tylko snuć rozważania i zastanawiać się nad różnymi wariantami. Jedno jest pewne. Marszałek Rydz-Śmigły popełnił bardzo poważny i nie wiadomo, czy nie największy błąd w tej kampanii, nie wyrażając zgody na atak w pierwszych dniach września. Jego wizja ściągnięcia za wszelką cenę polskich oddziałów na linię Wisły i Sanu była błędna, tak samo jak cała nasza doktryna obronna. Niestety przyjęte założenie, że Polacy mają przyjąć na siebie całe uderzenie wojsk niemieckich tuż przy granicach państwa było błędne i tylko niepotrzebnie rozciągnęło nasze skromne siły. Spodziewany atak odciążający ze strony naszych sojuszników nie nastąpił. Wojska angielsko-francuskie „nie chciały umierać za Gdańsk”. To można było przewidzieć. Francuzi zapatrzeni w potężną Linię Maginota nie zamierzali wychodzić poza nią. Dla polskich wojsk walczących z przeważającymi siłami niemieckimi stosującymi nową metodę walki manewrowej dywizjami pancernymi, ze skoordynowanymi atakami lotnictwa oznaczało to nieuniknioną porażkę. Co do postawy generała Kutrzeby, to z jednej strony jako dowódca był zobowiązany jak każdy oficer do wykonywania rozkazów i zdawał sobie z tego sprawę. Z drugiej jednak strony to on najlepiej wiedział jaka jest sytuacja i co w danej chwili jest najlepszym rozwiązaniem. Kutrzeba zdawał sobie sprawę, że szansę którą dał jemu i jego oddziałom los w postaci ominięcia Armii „Poznań” przez atakujące wojska niemieckie należało wykorzystać i to jak najszybciej, gdyż w każdej chwili jego oddziały mogły być wykryte i element zaskoczenia nie miałby miejsca. - Czy zabrakło mu odwagi, czy też chciał być do końca lojalny wobec Naczelnego Wodza, powtarzając cały czas, że bez zgody marszałka nic nie może zrobić?

Pewne światło na zachowanie Kutrzeby daje opis w notatkach sporządzonych w maju 1939 r. przez płk Stefana Roweckiego, który tak charakteryzował gen. Kutrzebę w kontekście dowodzenia w czasie wojny: "Ma opinię wybitnego operatora. Wyróżnia się inteligencją i bystrością umysłu. Ma wszystkie dane na dowódcę armii z wyjątkiem doświadczenia osobistego w dowodzeniu. Czy to nie stworzy mu trudności jako dowódcy armii, można mieć obawy. W każdym razie powinien dobrać sobie szefa sztabu, który by go hamował w rzucaniu pomysłów i zmuszał do ostatecznego zrealizowania jednego z nich; również ten szef sztabu, dobry i doświadczony oficer liniowy, musiałby bezapelacyjnie określić możliwości wykonawcze wojsk, inaczej łatwo o katastrofę armii dowodzonej przez Kutrzebę". Słowa te, choć ostre wydają się dobrze charakteryzować generała z jednym zastrzeżeniem. W pierwszych dniach września Kutrzeba nie rzucał pomysłami. Przez cały czas miał tylko jeden pomysł: uderzyć na niemiecką 8 Armię i pomóc toczącej ciężkie walki Armii „Łódź”. Niestety dla siebie, swoich wojsk i całej kampanii nie dostał na to zgody. Niektórzy opisując dowódcę Armii „Poznań” uważają, że był znakomitym sztabowcem, ale nie miał predyspozycji dowódczych. Dobrze go znający generał Thommee zauważał, że „chwiejność i wahanie częstokroć przeszkadzały mu w wykonaniu raz powziętych decyzji". Podobne zdanie miał o Kutrzebie dowódca Wielkopolskiej BK gen. Roman Abraham: „jego wartości dowódcze umniejszała wysoka kultura osobista i zbyt daleko posunięte poczucie koleżeństwa, co powodowało brak żołnierskiej bezwzględności w zdecydowanym wymuszaniu powziętych decyzji. Raczej dyskutował i uzgadniał działania, niż rozkazywał”.

Możemy założyć, że całkiem inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby Armia „Poznań” miała przez cały czas normalną łączność z naczelnym dowództwem. Gdyby można było spokojnie omawiać kolejne kroki. Niestety łączność już od 2 września prawie nie działała, zmuszając Kutrzebę do korzystania ze zwykłej cywilnej łączności, co było bardzo ryzykowne. Czas płynął, a decyzji nie było. Możemy postawić pytanie: Czy Kutrzeba rozumiejąc powagę sytuacji i okazję która przed nim stała powinien zdecydować się na atak? Mógł uderzyć siłami swojej armii, ale chcąc zaatakować z maksymalna siłą postanowił wykorzystać także dostępne jeszcze siły Armii „Pomorze”, a to już wymagało zgody Rydza-Śmigłego. Dowódca Armii „Pomorze” generał Bortnowski, z którym Kutrzeba spotkał się, wyraził chęć wspólnej walki i nawet zgodził się oddać pod dowództwo generała Kutrzeby. Niestety Bortnowski już w pierwszych dniach wojny był krytykowany za dowodzenie jednostkami powierzonej mu armii. Oceniając działania gen. Bortnowskiego podczas pierwszych dni września 1939 roku jego podkomendny gen. Mikołaj Bołtuć przed śmiercią miał stwierdzić, iż żałuje że w pierwszych dniach wojny, w czasie bitwy w Borach Tucholskich: „nie dał mu kuli w łeb i nie objął dowództwa”,oraz „jak zginę to niech wszyscy wiedzą, że zginąłem ja i armia z winy tego sk****syna”. To bardzo ostre słowa, ale do pewnego stopnia wyrażają uczucia podległych Bortnowskiemu oficerów, choć dodajmy uczciwie nie wszystkich. Co by nie sądzić o dowódcy Armii „Pomorze”, był on już w pierwszych dniach września załamany porażkami swoich wojsk. Kiedy zgodził się na współprace z Kutrzebą na pewno nie podzielał optymizmu i chęci walki swojego kolegi. Podczas bitwy pod Bzurą w pierwszych dniach jego oddziały walczyły tak samo dobrze i zawzięcie jak dywizje Armii „Poznań”. Niestety to jego fatalne i nie konsultowane z Kutrzebą rozkazy , zaowocowały praktycznie wycofaniem się oddziałów Armii „Pomorze” z walki. W tym momencie losy bitwy były już przesądzone. Armia „Poznań” została sama i mogła tylko przebijać się do Warszawy. Analizując po zakończeniu wojny kampanię polską 1939 r. i bitwę nad Bzurą gen. Kutrzeba pisał: "Gdy przyszłe roczniki Wyższej Szkoły Wojennej Polski dla studiów taktycznych wyjeżdżać będą na pole bitwy nad Bzurą niech nie przeoczą, że formy działań wojennych ulegają zmianom i zależą od techniki uzbrojenia, ale że prawa wojny pozostają niezmienne. Spośród wielu tych praw najbardziej zasadnicza jest tak prosta, a tak trudna do zrealizowania prawda, że nie ma zwycięstwa bez bitwy. A przechodząc koło grobów poległych nad Bzurą żołnierzy polskich, niech ci, którzy kształcą się na przyszłych dowódców, wspomną, że leżą tu żołnierze, którzy starali się wykonać niewykonalny wówczas obowiązek obrony Polski"22 Słowa te pokazują nam, że generał potrafił być krytyczny tak wobec siebie, jak i naczelnego dowództwa. Przez te wszystkie lata powstało bardzo wiele krytycznych uwag i ocen dotyczących kampanii wrześniowej. Teraz, kiedy znamy wszystkie fakty i przebieg walk dużo łatwiej jest formułować wnioski i oskarżenia. Jedno jest pewne. Nie zawiedli żołnierze walcząc odważnie, mężnie i z poświeceniem wszędzie tam gdzie rzuciły ich wojenne losy.

Znamy wiele przykładów heroicznej odwagi i czynów które przeszły do historii. Czy zawiedli dowódcy, szczególnie wysokich szczebli? Na pewno wielu przerosło to, z czym przyszło im się zmierzyć w te smutne wrześniowe dni. Niektórzy załamywali się, inni uciekali opuszczając swoje oddziały. Inni wreszcie nie potrafili się odnaleźć w tej nowej wojnie, w której prym wiodły samoloty i czołgi. Fakt, że tak szybko zostaliśmy pokonani wynikał z wielu powodów: - całkowicie błędnego rozstawienia naszych wojsk, wynikającego z przekonania, że musimy przyjąć atak przy granicach i cofając się oczekiwać na atak sojuszników na zachodzie - braku rozsądnej alternatywy w sytuacji, kiedy taki sojuszniczy atak nie nastąpi - całkowitego braku koordynacji między armiami, a także zbytniej centralizacji władzy w rękach marszałka Rydza-Śmigłego - utraty już w pierwszych dniach września łączności tak między armiami, które od początku wojny walczyły samotnie, nie mając dokładnej wiedzy o sąsiadach, jak i między dowództwami armii, a naczelnym wodzem. Można powiedzieć, że od samego początku poszczególne armie i grupy operacyjne walczyły w swoich indywidualnych wojnach; - wprowadzenia nowego i niezrozumiałego dla wielu dowódców sposobu walki, tzw. Blitzkriegu, polegającego na potężnym uderzeniu wojsk pancernych, skoordynowanych z atakami lotnictwa, które były wykorzystywane jak artyleria. Tak pisał w swoich wspomnieniach „Cieniom Września” generał Kazimierz Sosnkowski: „Słabe fronty polskie pod naciskiem zmasowanych uderzeń niemieckich szybko rozpadły się na szereg izolowanych grup wojska, oddalonych od siebie i prawie pozbawionych łączności wzajemnej. Występuje charakterystyczne zjawisko fragmentaryzacji pola walki. Nad wyraz niekorzystne ukształtowanie polskiego teatru wojny powoduje wszędzie rażące dysproporcje między użytymi siłami, a bronioną przestrzenią i ułatwia znakomicie grę przeciwnikowi, posiadającemu w swym reku inicjatywę, rozporządzającemu na domiar od początku dwukrotną przewagą liczebną i absolutną przewagą uzbrojenia w nowoczesne środki walki. W tych warunkach Niemcy przerywali nasze „fronty” z łatwością na wybranych przez siebie kierunkach. Z chwilą tą dowódcy polscy, zagrożeni od czoła, z boków i od tyłu, instynktownie porzucali fikcję linearnych frontów i szukali skupienia sił w rozsądnej proporcji do przestrzeni, stosując często taktykę obrony na „jeża”. Drogi były przecięte, komunikacje drutowe pozrywane, radio funkcjonowało z trudem i tylko do czasu skompromitowania szyfrów. W podobnych okolicznościach kierowanie operacjami z głębi stawało się niemożliwe; naprawdę dowodzone były tylko te wojska, gdzie dowódca przebywał wśród oddziałów lub w ich bezpośrednim pobliżu. Na najwyższych szczeblach dowodzenia głównym, jeśli nie jedynym, środkiem łączności stały się łącznikowe, których zresztą było niewiele. Dokonywały one cudów dzielności, snując się przez przestworza niby bezbronne gołębie pocztowe wśród rojowiska drapieżców. Pomimo ofiarnej pracy naszych lotników i ta droga często zawodziła”.

Należy także wspomnieć o ogromnej roli lotnictwa, które w tej kampanii po raz pierwszy w takiej skali pokazało swoją niszczycielska siłę. Tak pisał generał Tadeusz Kutrzeba o roli niemieckiego lotnictwa w trzeciej fazie bitwy nad Bzurą: „Około godz. 10 dnia 17 września rozpoczął się druzgoczący atak lotniczy na nasze przeprawy przez Bzurę. Pod względem ilości samolotów, intensywności działania i śmiałości akrobacji był to dotychczas rekord. Każdy ruch, każde skupienie, wszystkie drogi domarszów były pod miażdżącym ogniem z powietrza. Brawurowo broniła przepraw bateria przeciwlotnicza 15 DP, ale gdy w godzinach popołudniowych zabrakło jej amunicji, cała masa lotnictwa całkowicie na nic nie narażona, rzuciła się na nas, niby jastrząb na gromadę bezbronnych kurcząt. Loty obniżono do maksimum, nurkowce pikowały jak na doświadczalnym polu ćwiczeń. Powstało piekło na ziemi. Zniszczono most, zatarasowano brody; kolumny taborowe czekające na przeprawę zbombardowane, broń przeciwlotnicza i część artylerii wybita – oto wynik kilkugodzinnej jednostronnej operacji lotniczej, bez bitwy powietrznej. Po takim przygotowaniu ogniowym natarły na 15 DP czołgi. 24 Na koniec chciałbym przedstawić opinie generała Sosnkowskiego w której autor tak podsumowuje kampanię wrześniową: „Kampania ta, pomimo swej krótkotrwałości, była pierwszym laboratorium, gdzie w całej rozciągłości sprawdzone zostały strategiczne i taktyczne założenia wojny nowoczesnej. Z doświadczeń polskich czerpać mogły, jeśli chciały liczne narody i armie, które w latach następnych stanęły oko w oko z potężną maszyną wojenną Trzeciej Rzeszy. Wiele z tych wniosków i doświadczeń kampanie lat 1940-1942 potwierdziły w pełni”.25

Ordery i odznaczenia: Polska Krzyż Komandorski Orderu Virtuti Militari (II klasa, pośmiertnie w 1982) Krzyż Kawalerski Orderu Wojennego Virtuti Militari (III klasa, pośmiertnie w 1947) Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari (V klasa) Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (III klasa) Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (IV klasa) Krzyż Walecznych – (trzykrotnie) Złoty Krzyż Zasługi Krzyż Zasługi Wojsk Litwy Środkowej Medal Pamiątkowy za Wojnę 1918-1921 Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości Belgia Order Korony (III klasa) Czechosłowacja Order Białego Lwa (II klasa) Estonia Order Krzyża z orłem (II klasa) Krzyż Wolności (I kat., II klasa) Finlandia Order Białej Róży (II klasa) Francja Order Legii Honorowej (III,IV,V klasa) Jugosławia Order św. Sawy (III klasa) Łotwa Order Zabójcy niedźwiedzia (III klasa) Rumunia Order gwiazdy Rumunii (III klasa) Order Korony Rumunii (I,II klasa) Bibliografia: 1. Jarosław Bączyk, Mariusz Niestrawski,Generał Tadeusz Kutrzeba, Wielkopolskie Muzeum Walk Niepodległościowych, Poznań 2012 2. Tadeusz Kutrzeba, Wojna bez walnej bitwy, Wrzesień 1939 w relacjach i wspomnieniach, Warszawa 1989 3. Stefan Rowecki. Wspomnienia i notatki autobiograficzne (1906-1939) 4. Paweł Piotr Wieczorkiewicz,Wrzesień 1939 – Próba nowego spojrzenia 5. Tadeusz Kutrzeba "Wojna bez walnej bitwy" 6. Piotr Bauer, Bogusław Pawlak, Armia Poznań w wojnie obronnej 1939, wyd. Poznańskie 1983. 7. Paweł Piotr Wieczorkiewicz, Kampania 1939 Roku, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 2001 8. Kazimierz Sosnkowski, Cieniom września, MON, Warszawa 1988, 9. Paweł Piotr Wieczorkiewicz, Kampania 1939 Roku, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 2001 10. Internet

Ireneusz Piątek

Przejdź do części pierwszej
Przejdź do części drugiej

Ten artykuł został otagowany
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Zdjęcia z Galerii
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook Like