Strona poświęcona tematyce historycznej od starożytności do współczesności.
Boks reklamowy
  1. span class f mar rozporządzenie wykonawcze komisji ue ustanawiające standardowy formularz jednolitego europejskiego dokumentu
  2. strona jest polską społecznością gry rust dostępną na platformie steam najnowsze wydarzenia serwer ts oraz serwery do
Generał Tadeusz Kutrzeba, Armia Poznań, Bitwa nad Bzurą. Część II
» Napisane przez guderian dnia maj 11 2014, Kategoria: Wojny światowe , 4 komentarze , 10559 czytań , Drukuj

Epizod II

Oczekiwanie

Dni mijały, a każdy z nich mógł wpłynąć znacząco na przebieg kampanii wrześniowej. Armia „Poznań” maszerowała na wschód. Rozkazy Naczelnego Wodza nie zmieniały się, a do tego cały czas narastały problemy z połączeniem. Kiedy wreszcie udało się nawiązać łączność z marszałkiem, rozmowa odbyła się po zwykłej cywilnej linii. Kutrzeba korzystając z okazji do rozmowy wykorzystał bardzo prosty, opracowany jeszcze przed wojną kod, który choć prosty był niezrozumiały dla Niemców. Zapytał marszałka czy może „Iść po bawełnę” co oznaczało zwrot w kierunku Łodzi, na pomoc dla walczącej tam armii. Niestety Rydz-Śmigły ponownie odmówił i nakazał marsz na Warszawę. To była kolejna fatalna decyzja Wodza Naczelnego, której dowódca Armii „Poznań” nie potrafił zrozumieć. Jako doświadczony oficer zdawał sobie doskonale sprawę, że czas pracuje na naszą niekorzyść, gdyż niemiecka 8 Armia wyprzedzała Armię „Poznań” i mogło dojść do sytuacji, że to niemiecki dowódca zdecyduje, gdzie i kiedy uderzyć co dawałoby mu przewagę i eliminowało element zaskoczenia. Tak to wspomina: „Chodziło o kwestię bardzo zasadniczą: czy próbować odchodzić i przyjąć uderzenie (odwrót z wymuszoną obroną), czy też torować sobie drogę przez własną ofensywę z zamiarem stoczenia decydującej bitwy z 8 Armia niemiecką (marsz do bitwy)”

Kutrzeba spotkał się z dowódcą Armii „Pomorze” generałem Bortnowskim, który stracił już 1/3 swojej armii i choć załamany, chciał się bić i był nawet gotów przejść pod rozkazy generała Kutrzeby. Otwierała się przed polskimi wojskami możliwość ataku siłami dwóch armii. Szansa tym większa, że Niemcy zapatrzeni na Warszawę nadal coraz bardziej odsłaniali swoje skrzydła, nie patrząc na boki. Trwał istny wyścig między dwoma generałami: dowodzącym 10 Armią Walterem von Reichenau a dowódcą 8 Armii Johannesem Blaskowitzem. Każdy z nich chciał dać swojemu führerowi Warszawę. Żołnierze cofają się już siódmy dzień. Są zdeterminowani do walki. Niestety ich dowódca musi wykonywać rozkaz, a ten brzmi: cofać się w kierunku na Warszawę. Kutrzeba wie, że gdyby teraz uderzył to miał przed sobą tylko jedną i do tego bardzo rozciągniętą niemiecką dywizję. Szansa na sukces była tym większa, że siedzący po „drugiej stronie szachownicy” dowódca 8 Armii generał Blaskowitz po rozbiciu Armii „Łódź”, widział tylko Warszawę i nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia które wisiało nad jego wojskami od północy. Niestety łączność z naczelnym dowództwem po raz kolejny zawiodła. Niemieccy dywersanci niszczyli wojskowe linie telegraficzne, zmuszając polskich dowódców do korzystania z linii cywilnych, a to było bardzo ryzykowne. W dodatku 7 września opuścił Warszawę marszałek Rydz-Śmigły, kierując się do Brześcia, co jeszcze bardziej skomplikowało możliwość kontaktu z naczelnym wodzem. Generał powtarzał jak mantrę: „Bez rozkazu naczelnego wodza nic nie możemy zrobić, to nie jest nasza prywatna wojna”

Kutrzeba musiał korzystać z niezabezpieczonej linii cywilnej. Kiedy zadzwonił po raz kolejny, telefon odebrał szef sztabu naczelnego wodza generał Wacław Stachiewicz, który wyraził wstępnie zgodę na proponowany przez Kutrzebę atak Armii „Poznań” wraz z jednostkami Armii „Pomorze”, na skrzydło 8 Armii, jednak jak stwierdził tak wielka akcja wymaga zgody wodza naczelnego, a ten był akurat w drodze. Tymczasem 8 września czołówki niemieckich oddziałów pancernych dotarły pod Warszawę. Niemcy liczyli, że uda im się zaskoczyć nie przygotowanych do obrony Polaków i z marszu zdobyć stolicę. Atak nie powiódł się i wojska niemieckie musiały przystąpić do oblężenia. Warszawa szykowała się do obrony. Na południu wojska 8 Armii dotarły już do Skierniewic. Sytuacja była bardzo groźna, gdyż dwie niemieckie armie: 10 dowodzona przez gen. płk Waltera von Reichenau, oraz 8 Blaskowitza mogły uderzyć na Warszawę zanim do stolicy dotrą polskie armie, które wzmocniłyby jej obronę. Blaskowitz po otrzymaniu wiadomości o sukcesie jego sąsiada wścieka się. To jemu marzyło się zdobycie Warszawy a tymczasem wcześniej dotarły do niej oddziały 10 Armii. Był zaślepiony wizją zdobycia polskiej stolicy i postanowił jeszcze przyspieszyć swój marsz, nie zwracając należytej uwagi na poruszane przez swoich oficerów potencjalne zagrożenie z północy. Mało tego, nie przyjął do wiadomości, że mogą być jeszcze na tyle silne polskie oddziały, które mogą mu zagrozić. Twierdził stanowczo, że na północ od jego armii są tylko resztki rozbitych oddziałów i maruderzy. To samo potwierdzał rozkaz Oberkomando der Wermacht, czyli najwyższego dowództwa wojsk niemieckich. Wydaje kategoryczny rozkaz: „Nasza armia musi zdobyć to miasto”.

Epizod III: Atak

Generał Kutrzeba nie chce i nie może dłużej czekać. Po spotkaniu z dowódcą Armii „Pomorze” wydaje rozkazy. 8 września 1939 roku Armie „Poznań” i „Pomorze” przygotowują się do ataku, który miał nastąpić następnego dnia. Dowódca całości (choć bez wyraźnego rozkazu) został gen. Kutrzeba, któremu podporządkował się gen. Władysław Bortnowski. Kutrzeba nie chcąc stawiać Bortnowskiego w niezręcznej sytuacji, postanowił konsultować z nim najważniejsze decyzje: „Współpraca taktyczna armii „Poznań i „Pomorze” odbywała się na zasadach „uzgodnienia”, a nie rozkazów. Generała Bortnowskiego znałem zbyt długo i zbyt dobrze, aby nie wątpić, że uzgadnianie potrafi w pewnej mierze zastąpić dowodzenie nadrzędne. Zdaje się, że Wódz naczelny liczył na stale istniejące poprawne stosunki służbowe między mną a generałem Bortnowskim. Założenie to było zupełnie uzasadnione”. bitwa nad bzurą mapa Wieczorem 9 września rozpoczęła się ofensywa polskich wojsk zwana później bitwą pod Bzurą. Nadszedł tak oczekiwany przez żołnierzy, którzy cofali się od 7 dni rozkaz ataku. Nastroje były bardzo dobre, wojsko chciało się bić. Bitwa pod Bzurą Największa bitwa kampanii wrześniowej Bitwa miała trzy główne fazy: I faza - natarcie Polaków na Stryków (9-12 września) II faza - natarcie Polaków na Łowicz, Skierniewice (13-15 września) III faza - odwrót w kierunku Warszawy, w czasie którego polskie siły uległy rozbiciu.

Faza I Utworzono zgrupowanie uderzeniowe Grupy Armii „Poznań” i „Pomorze”, którego trzon stanowiła Grupa Operacyjna pod dowództwem gen. bryg. Edmunda Knoll-Kownackiego w składzie: 14 Dywizja Piechoty (14 DP), 17 Dywizja Piechoty (17 DP), 25 Dywizja Piechoty (25 DP), 7 Pułk Artylerii Ciężkiej (7 pac). Osłonę od wschodu stanowiła Wielkopolska Brygada Kawalerii (dowódca generał brygady Roman Abraham). Osłonę od strony zachodniej stanowiła Grupa Operacyjna Kawalerii w składzie: Podolska Brygada Kawalerii, Pomorska Brygada Kawalerii, 7 Batalion Strzelców pod dowództwem generała brygady Stanisława Grzmota-Skotnickiego . Zgrupowanie uderzeniowe zaatakowało maszerującą wzdłuż prawego brzegu Bzury, na północnym skrzydle 8 Armii niemieckiej (dowódca generał Johannes von Blaskowitz), 30 Dywizję Piechoty, która w ciągu 3 dni została praktycznie rozbita, ponosząc ciężkie straty (w tym ranny dowódca gen. mjr Kurt Briesen) i zepchnięta na południe. Zdobyto Łęczycę, Piątek, Uniejów, Walewice, docierając do linii Ozorków-Stryków. W następstwie tego Niemcy byli zmuszeni ściągnąć początkowo całe siły 8 Armii (X Korpus Armijny: 24 DP, pozostałości 30 DP; XIII Korpus Armijny: 10 DP, 17 DP oraz 221 DP z odwodu Grupy Armii "Południe"), a potem skierowali do bitwy nad Bzurą główne siły 10 Armii, w tym XVI Korpus Armijny spod Warszawy i XV Korpus Armijny. Polacy walczyli brawurowo, ale Niemcy potrafili stawić zawzięty opór, zmuszając dowódców jednostek do bardzo energicznych działań. Bardzo ciekawie przedstawia to w swojej relacji por. Wojciech Chełchowski pisząc o natarciu 17. pułku ułanów w kierunku Głowna w nocy z 9 na 10 września: „ Niemcy w Walewicach nie dali się zaskoczyć i nasz wypad nocny zmienił się w ciężką bitwę trwającą od północy do rana [...} Zażarta walka nocna wyczerpywała siły pułku, ale nikt nie poległ, bo ułani wykorzystywali teren i obchodzili ognie zaporowe. Podeszli też bardzo blisko Niemców i zadali im straty. O świcie zmieniły się warunki: celny ogień niemiecki przygwoździł naszych do ziemi i trup zaczął padać coraz gęściej. Ułani podrywali się brawurowo, bardzo ofiarnie i ginęli. [...] Krytyczna sytuacja pogarszała się. Kryzys bitwy przełamał pułkownik Ignacy Kowalczewski (dowódca pułku): przeszedł wzdłuż naszych linii i zadecydował, że tylko szturm generalny, równoczesny wszystkich pododdziałów może uratować pułk. Do dziś nie rozumiem, jakim cudem nie zginął poruszając się w ogniu, który zadał nam , leżącym na pozycjach, tyle strat. Duch pułku dokonał reszty – bo na hasło pułkownika poderwali się wszyscy, jak jeden mąż. Okrzyk bojowy zagłuszył kanonadę. Szybkość biegu była rekordowa. I o dziwo dobiegli prawie wszyscy, potem bagnet i granat zrobiły swoje. Walewice były zdobyte. Musiałem zaraz wracać do pułkownika, zdążyłem jedynie zauważyć, że po pobojowisku kręcili się sanitariusze i ludność miejscowa, niosąc pomoc rannym. Na polu leżał oficer 1. szwadronu. Po wspaniałej sylwetce odgadłem w nim podporucznika Henryka Siudzińskiego. Miał całe naręcze kwiatów na piersiach, obok klęczała kobieta w barwnym stroju łowickim. Poranne słońce utrwaliło mi ten obraz w pamięci”.12 11 września Polacy po wprowadzeniu do walki na kierunku Łowicz–Głowno Grupy Operacyjnej gen. bryg. Mikołaja Bołtucia (skład: 4 Dywizja Piechoty, 16 Pomorska Dywizja Piechoty), zaatakowali i zdobyli Łowicz, znajdujący się na wschodnim skrzydle bitwy i wyrzucili z niego niemiecką 24. Dywizję Piechoty, która nie zdążyła jeszcze przygotować się do obrony. W nocy z 12 na 13 września siły polskie zostały wycofane na lewy brzeg Bzury.

Faza II W II fazie gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba zdecydował o ataku w kierunku Skierniewic. Natarcie miała wykonać Armia „Pomorze” pod dowództwem gen. dyw. Władysława Bortnowskiego w składzie: 26. Dywizja Piechoty; Grupa Operacyjna gen. Bołtucia (4 DP, 16 DP). Pod osłoną natarcia na Skierniewice, pozostałe siły Armii „Poznań” miały się przegrupować: Grupa Operacyjna gen. Abrahama (Wielkopolska Brygada Kawalerii, Podolska Brygada Kawalerii) nad dolną Bzurę; Grupa Operacyjna gen. Knoll-Kownackiego (w poprzednim składzie) na podstawy wyjściowe do natarcia w rejonie Sochaczewa. W rezultacie doszło do 2,5 dniowej bitwy o Sochaczew (Obrona Sochaczewa 1939), który stał się kluczowy dla powodzenia tej fazy operacji. Po trzydniowych walkach impet polskiego uderzenia osłabł na skutek szybko narastających sił nieprzyjaciela. W końcowej fazie walk, przeciwko mocno nadwerężonym w walkach polskim ośmiu związkom taktycznym stanęło 15 niemieckich, które miały przygniatającą przewagę techniczną, przede wszystkim w broni pancernej i lotnictwie. 14 września GO Bołtucia musiała ponownie zaatakować opuszczony dzień wcześniej, a teraz silnie obsadzony przez Niemców Łowicz. W krwawych walkach oddziałom tym udało się sforsować Bzurę i zagrozić niemieckim pozycjom. Niestety, tragedią zakończył się natomiast atak 26 DP na wschód od Łowicza. Rozwijające się pod ciężkim niemieckim ogniem natarcie zostało wstrzymane w godzinach południowych na rozkaz (przeżywającego prawdopodobnie załamanie nerwowe) gen. Bortnowskiego, (gen. Bołtuć wnioskował w związku z tym o odebranie gen. Bortnowskiemu dowodzenia), wydany z powodu niesprawdzonych informacji o marszu niemieckich oddziałów pancernych w rejon Sochaczewa. Tak to opisywał w swojej relacji gen. Mikołaj Bołtuć o dowodzeniu wojskami polskimi w drugiej fazie bitwy nad Bzurą: „Rozpoczęliśmy natarcie w otwartej dziesięciokilometrowej dolinie rzeki, podstawiając swoje oddziały pod ogień artylerii i lotnictwa nieprzyjaciela, a potem pod sama Bzurą na zabójcze strzały ckm i baterii towarzyszących piechocie. Kiedy przednie oddziały sformowały rzekę, nie zostały podtrzymane i wycofały się znowu na północny brzeg – powstał niesamowity bałagan. Na domiar złego gen. Bortnowski odmówił wsparcia akcji, twierdząc, że nie wierzy w powodzenie i możliwość przejścia przez dolinę rzeki. Wtedy my – tzn. ja, gen, Franciszek Wład, dowódca 14 DP i Stanisław Grzmot-Skotnicki (dowódca improwizowanej grupy operacyjnej) przyłapaliśmy go w lasku nad Bzurą i błagaliśmy, by pozwolił nam zorganizować obronę rzeki ściągając wszystkie nasze siły, a potem wybrać miejsce do sforsowania, w celu przebicia się na Warszawę, Modlin ku Wiśle. Ale on kategorycznie odmówił jeszcze raz, będąc już w stanie kompletnego załamania. Stwierdził przy tym, że nie wierzy już w żadna akcję, że to koniec i kiedy w naszym sąsiedztwie jakiś działon artyleryjski otworzył ogień, Bortnowski krzyknął: „zaprzestać strzelać, to tylko sprowadzi odwet artylerii niemieckiej”. Wywiązała się między nami a dowódca armii gwałtowna, niesłychanie burzliwa rozmowa, pełna obustronnych inwektyw, w rezultacie której porzuciliśmy gen. Bortnowskiego i odeszliśmy. Zdecydowaliśmy nie dać się już na własną rękę, rozpoczęliśmy przebijanie się przez Bzurę”.

Cała 26 DP wraz z częścią 16 DP odpłynęła na północny brzeg Bzury, ponosząc niewspółmierne i niepotrzebne straty w ludziach i uniemożliwiając oddziałom Bołtucia osiągnięcie sukcesu w rejonie Łowicza (atak na Łowicz). Pod koniec dnia gen. Bortnowski wydał kolejny, nie konsultowany z gen. Kutrzebą, defensywny rozkaz o odwrocie całości sił Armii „Pomorze” na lewy brzeg Bzury. Armia „Pomorze” praktycznie wycofała się z walki. Niemieckie dowództwo tak już pewne bliskiego zwycięstwa w kampanii wrześniowej zostało zmuszone do przyjęcia bitwy, której warunki dyktowali Polacy. Wielkie masy niemieckich wojsk maszerujących tak pewnie na Warszawę musiały się zatrzymać i skierować na północ, aby powstrzymać polskie natarcie. Scenariusz pierwszych dni bitwy całkowicie potwierdzał przewidywania generała Tadeusza Kutrzeby. Przerażeni Niemcy zaczęli ściągać w rejon walk nowe oddziały a także wezwali na pomoc lotnictwo, które w tej wojnie miało odegrać kluczową rolę, a kampania wrześniowa miała to w pełni potwierdzić. Setki niemieckich samolotów zaatakowały polskie oddziały. Nasze lotnictwo, słabe i nieliczne nie było już w stanie obronić naszych wojsk przed atakami z powietrza. Niemcy zawracali spod Warszawy i innych obszarów zajętych już przez ich wojska aby zatrzymać atakujące armie Poznań i Pomorze. W sumie przeciwko Polakom zmierzało 15 wielkich jednostek, jakie dowódca niemieckiej grupy armii przekazał do dyspozycji dowódcy 8 Armii. Była to siła, której polskie armie przeciwstawić się nie były w stanie. Generał Blaskowitz dowodził w tym momencie 1/3 sił jakie Wehrmacht rzucił na Polskę. A do tego niemieckie samoloty bezkarnie bombardowały pozycje polskie, powodując ogromne straty.

Faza III W III fazie bitwy, 16-18 września dowodzący polskimi oddziałami podjęli decyzję o próbie przerwania okrążenia w celu przebicia się do Warszawy. Miał do tego doprowadzić atak pomiędzy Sochaczewem a Witkowicami. Drogę po osi Sochaczew – Błonie – Warszawa otworzyć miała Grupa Operacyjna gen. Knoll-Kownackiego (14,17,25.DP i 7 pułk artylerii ciężkiej) wzmocniona na prawym skrzydle przez 26DP. Na północ operować miała Grupa operacyjna Kawalerii gen. Abrahama (WBK i PBK), a za nią miała się poruszać 15 DP. Polska ofensywa nie powiodła się. Niemiecki XVI Korpus Armijny (1. i 4 Dywizja pancerna oraz 14. i 31 Dywizja Piechoty) zatrzymał nasze wojska, a do tego przeszedł do ataku na odcinkach 14. i 25. DP. Działania tego korpusu uniemożliwiło kontynuowanie polskiego natarcia. Na północy gen. Abraham nie wykonał rozkazu i nie wsparł piechoty uderzeniem ze skrzydła, lecz wprowadził swoje oddziały do Puszczy Kampinowskiej. Wieczorem 16 września dowództwo Armii „Poznań” opuściło Załusków i udało się w kierunku przeprawy pod Witkowicami. Od tego momentu Kutrzeba stracił praktycznie kontrolę nad podlegającymi mu wojskami. Nieudana ofensywa pod Sochaczewem, a także nieciekawa sytuacja na kierunkach osłonowych spowodowała wydanie rozkazu odwrotu przez Puszczę Kampinowską. Generał wierzył w to, że uda się uratować większość żołnierzy z kotła: „jej (koncepcji odwrotu), intencją nie było „uchodzić za wszelką cenę” lub „ratuj się kto może”, ale wywalczenie przejścia Bzury przez Armię Poznańską i ubezpieczonego wycofania Armii Pomorskiej. Straże tylne – grupy Tokarzewskiego i Skotnickiego – powinny były przejść przez Bzurę jako ostatnie, kryjąc Armię Pomorską”.14 Rozkazy generała nie zostały jednak wykonane. Do 14. DP w ogóle nie dotarły, 17. DP nie sforsowała Bzury, 25. DP przeszła przez mosty i odeszła do Puszczy Kampinowskiej. Odsłonięta 15. DP nie wytrzymała uderzenia niemieckich oddziałów pancernych i została odrzucona od przepraw.

18 września Kutrzeba rozmawiał z dowódcą twierdzy Modlin gen. Wiktorem Thomme, który zasugerował, żeby resztki oddziałów obu armii przejęły obronę składów amunicyjnych w Palmirach. Dowódca armii „Poznań” zdecydował jednak przebijać się do Warszawy. Rankiem 22 września polskie oddziały rozpoczęły atak na niemiecką 18.DP pod Łomiankami. W tej beznadziejnej jednak sytuacji części wojsk polskich udało się wyrwać z okrążenia. Jak ciężkie to były walki pokazuje relacja por. Kazimierza Klaczyńskiego z 9 Pułku Ułanów Małopolskich, uczestnika szarży pod Wólka Węglową: „Por. Marian Walicki, wyciągnąwszy szablę, potrząsnął nią wysoko z okrzykiem: „Będziemy szarżować!”. Wnet na całą długość kolumny zaczęły wykwitać srebrne błyskawice wyciąganych szabel. W dzikim galopie dopadamy otwartych szeroko ramion drogi, raczej alei. Lewym jej skrajem i w głąb wysoki i bardzo rzadki las. Z prawej nieregularny rząd murowanych domów w ogrodach. Tuż przy drodze szarozielona ściana sparkowanych czołgów, wyciągniętych rzędem, jak daleko oko sięgnie. Stoją w tym momencie nieme i nieruchome. W akompaniamencie świszczących kul, które lecą całymi świetlnymi rojami, mijamy skrajne budynki, wprost ocierając się o wyciągnięte lufy pancernych wozów i rwiemy co tchu w piersiach końskich. Nagle dziw – ogień urwał się. Przebiegamy wichrem kilkadziesiąt metrów, wypełniając całą szerokość alei zwartą masą koni i jeźdźców. Ta żywa galopująca ściana jest zdolna obalić każdą napotkaną przeszkodę. Może w czwartej lub piątej sekundzie tego wyścigu rozdarły powietrze nowe serie karabinów maszynowych i przeraźliwy ryk dział. Widzę dokładnie – w lewo te same wysokie sosny, w prawo czołgi, ale teraz z ruchomymi, purpurowymi wylotami luf. Dotąd, do tej pamiętnej chwili, ludzie i konie padali gęsto, ale pojedynczo. Teraz jednak zaczynało się dziać coś strasznego – coś niesamowitego W oczach rwą się w strzępy konie i ludzie. Ich krew lepkimi płatami chlapie w tych, co jeszcze siedzą w siodłach. Podmuch bezpośredniego ognia czołgów obala całe grupy. Konie wspinają się i skaczą przez tych, co już na ziemi. Jesteśmy przerażająco przerzedzeniu – nie stanowimy już jednej zwartej masy. Pędzimy rozciągnięci grupami. Aleją przebiegają piesi – zapewne załogi czołgów. Rąbiemy szkopów. Tuż przy mnie jednego ktoś obala koniem. Podrywa się. Rąbie i w garści pozostaje mi tylko rękojeść. Szabla pękła – w zapale rąbnąłem w wystającą lufę czołgu. Przede mną mała grupa ułanów, a wśród nich sztandar 14 pułku. Nagle sztandarowy pochyla się w tył – drzewce dotyka ziemi – za chwilę padną razem. Lecz nie, ktoś doskakuje z boku, porywa za orła, podrzuca go w górę i już trzyma pewnie. Ogień jakby słabnął. Dopadamy ostatnich budynków w prawo droga w otwarte pole. Kule jedna ciągle nas gonią. Jeszcze więc raz w prawo wielkim łukiem i lądujemy z rozmachem w gęstym młodym lesie. Za zagajnikiem kilka zagród i szosa. Tam ruszamy. Wszystko skąpane we krwi. Prawie każdy ułan i koń jest ranny. A rany potworne. Tuz obok luźny koń wlecze przetrąconą nogę. Inny bez nozdrzy, z wybitymi, żałośnie zwisającymi zębami. Tam ułan pochylony na siodle, z przestrzelona na wylot piersią. Z zagród wybiegają ludzie. Młode dziewczęta zasłaniają twarze rękoma i zanoszą się płaczem. Poimy konie, nawet tego bez nozdrzy. Rannych opatrują kobiety. Tym z przestrzeloną piersią zajmuje się młodziutka dziewczynka, dziecko prawie. Dwie chusteczki znikają w ranie.

Do stolicy dotarli generałowie: Tadeusz Kutrzeba, Edmund Knoll-Kownacki, Michał Tokarzewski-Karaszewicz, Franciszek Alter, Zdzisław Przyjałkowski, oraz na czele Grupy Operacyjnej Kawalerii – gen. Roman Abraham. Dotarły też resztki 15 i 25 DP, a także WBK i PBK. Polski zwrot zaczepny pod Bzurą, pomimo klęski obu polskich armii, był jedynym tak dużym w kampanii wrześniowej działaniem zaczepnym przeciwko Wehrmachtowi, który do walk w tym rejonie zaangażował 1/3 swoich sił użytych w kampanii polskiej. Bitwa nad Bzurą przyczyniła się do przedłużenia kampanii wrześniowej. Uczestniczyło w niej razem ponad 650 tysięcy żołnierzy, z tego ponad 225 tysięcy żołnierzy polskich. Poległo 9,5 tysiąca żołnierzy obu armii, a prawie 19 tysięcy zostało rannych. Ponad 150 tysięcy trafiło do niemieckiej niewoli. Po stronie Wehrmachtu było około 12 tysięcy zabitych i rannych. Działania nad Bzurą miały duży wpływ na sytuację wokół Warszawy i w rezultacie przyczyniły się do odciążenia stolicy, dając jej cenny czas na przygotowanie do obrony. Przeciwuderzenie znad Bzury odegrało bardzo ważną rolę pod względem operacyjno-strategicznym, przyczyniając się do korekty niemieckiego planu wojny błyskawicznej. Do walki ze zgrupowaniem gen. T. Kutrzeby Niemcy byli musieli przerzucić wojska z innych odcinków frontu, co wydłużyło opór wojsk polskich, które jeszcze walczyły i dzięki temu miały czas do zajęcia kolejnych pozycji obronnych, zorganizowania na nowo swoich szyków i w miarę możliwości uzupełnić amunicję i żywność.

Epizod IV: Obrona Warszawy, Kapitulacja, Niewola

20 września generał Kutrzeba wraz z resztkami Armii „Poznań” przedarł się do Warszawy. Bitwa pod Bzurą była przegrana, ale stolica broniła się. 21 września Kutrzeba wydał rozkaz o rozwiązaniu Armii „Poznań”, a 22 września został zastępcą dowódcy Armii „Warszawa” generała Juliusza Rómmla, który nie tylko nie został ukarany za pozostawienie na polu bitwy swojej Armii „Łódź”, ale otrzymał zwierzchność nad nowo utworzoną Armią „Warszawa”. Stolica broniła się wzmocniona oddziałami, którym udało się przebić znad Bzury. Sytuacja była jednak bardzo ciężka. Cały czas atakowało niemieckie lotnictwo, praktycznie już bezkarne na naszym niebie, powodując wielkie straty głównie wśród ludności cywilnej. Zaczynało brakować bieżącej wody. Nie było prądu ani gazu. Nie było czym gasić coraz większych pożarów. Zniszczona została stacja filtrów. W tej sytuacji większość wyższych dowódców polskich była przeciwna dalszej walce. Generał Kutrzeba także nie widział sensu kontynuowania obrony stolicy. Tak to ujął w swoich wspomnieniach: „Obrona Warszawy była operacyjna koniecznością w czasie, gdy na jej przedpolu, w bitwie nad Bzurą, walczyły armie „Poznań” i „Pomorze”. Warszawa była naturalna bazą materialną dla tej bitwy. Upadek Warszawy w tym czasie byłby ciosem wymierzonym pośrednio w armie „Poznań” i „Pomorze”: nieprzyjaciel doszedłszy do Wisły, mógłby osłonić się tamże słabymi siłami, a gros swoich sił zwrócić przeciw grupie armii zachodnich, tj. od Warszawy ku Bzurze. Odparcie niemieckiego najazdu pancernego 8 września, a następnie utrzymanie Warszawy do chwili wkroczenia w jej obszar armii „Poznań”, tj. do 22 września, było operacyjnym współdziałaniem z bitwą nad Bzurą”.

26 września generał Rómmel zwołał Radę Wojenną składającą się z wyższych wojskowych. Większość oficerów była przeciwna dalszej walce. W tej sytuacji Rommel postanowił poddać miasto. Do rozmów o kapitulacji z dowódcą niemieckiej 8. Armii gen. Johannesem Blaskowitzem został wysłany generał Tadeusz Kutrzeba. Dwaj wrogowie, którzy toczyli tak zawzięty bój pod Bzurą usiedli przy jednym stoliku. Można powiedzieć, że historia w bardzo krótkim czasie zatoczyła koło. W dniu 28 września Kutrzeba podpisał akt kapitulacji stolicy. Dla Warszawy rozpoczynał się bardzo trudny czas okupacji, czas terroru, łapanek, okrutnego gestapo, getta, głodu i wreszcie zagłady. Dowódca Armii „Poznań” i obrońca polskiej stolicy dostał się do niemieckiej niewoli, gdzie dzielił los tysięcy polskich oficerów, przebywając aż do końca wojny w obozach jenieckich kolejno: w Oflagu IV A Hohnstein, Oflagu IV B Königstein, Oflagu VIII E Johannisbrunn i Oflagu VII A Murnau na terenie Niemiec. Po wyzwoleniu obozu w kwietniu 1945 przez wojska amerykańskie objął przejściowo dowództwo nad przebywającymi tam oficerami, a w lipcu został wezwany do Londynu, gdzie otrzymał propozycję objęcia stanowiska ministra obrony narodowej w rządzie Tomasza Arciszewskiego. Nie przyjął jej jednak. Stanął natomiast na czele powołanej rozkazem szefa Sztabu Głównego z 12 października 1945 – Komisji Historycznej Kampanii Wrześniowej i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Kutrzeba od samego początku pobytu w Londynie należał do grona tych, którzy zamierzali wrócić do Polski. Nie chciał jednak, aby zostało to odebrane przez koła emigracyjne jako zdrada: „Kilkakrotnie oświadczałem prezydentowi (Władysławowi Raczkiewiczowi), że nie zamierzam pozostać na emigracji, lecz przy tym stanie umysłów, jaki panuje w Londynie, nie mogę wracać.... Nie mogę dopóty nie zostanę zwolniony z przysięgi żołnierskiej”.17 Jednocześnie uczestniczył w tworzeniu Instytutu im. gen. Władysława Sikorskiego w Londynie. Latem 1946 roku stan jego zdrowia bardzo się pogorszył. Lekarze stwierdzili zaawansowaną chorobę nowotworową krtani, wyniku której zmarł 8 stycznia 1947 w londyńskim szpitalu. Pochowany został z honorami wojskowymi na cmentarzu Brookwood. 27 czerwca 1957 roku spoczął w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach.

Ireneusz Piątek

Przejdź do części pierwszej
Przejdź do części trzeciej

Ten artykuł został otagowany
Komentarze
#1 | grabwurte dnia lipiec 23 2017 19:21:35
#2 | muniekole dnia sierpień 12 2017 11:20:42
Kuracja leczeniem trądziku różowatego nie istnieje uzdrawiana natomiast najlepiej jest dokonywać pomiaru poniżej wobec obniżenia dawki zaczerwienienia twarzy tudzież odmiany zapalających, ujarzmienia ilości, terminu pozostawania oraz potędze torsji i równoczesnych wykładników świądu, palenia natomiast namiętność. Dwójka zasadnicze tryby leczenia trądziku różowatego to miejscowe zaś http://zwalczamy-cellulit.pl/ doustne farmaceutyki antybiotyczne. Rehabilitacja laserowa uległaby oraz zaliczona w charakterze gatunek leczenia. W trakcie podczas gdy w łańcuchu kilku tygodni medykamenty notorycznie sprawiają niechwilowego pocenie się, zaczerwienienie na ogół nawraca po zabiegu. Rozwlekłe terapia, tak bywa od momentu niepewnego do dwóch lat, może przemykać do ondulacji kontroli poziomu tuż przy niektórych pacjentów. Trwałe leczenie jest nagminnie nieodzowne, natomiast niektóre wypadki ustępują po jakieś okresie tudzież utrzymują mocno. Przyjezdnego losy, pozostawione bez leczenia, pogarszają się razem spośród upływem wieku.
#3 | muniekole dnia sierpień 29 2017 18:21:27
jak się pozbyć toksyn z organizmu dermokosmetyki na zmarszczki http://www.koscierzyna24.info/firmy/183,fibra-vitale jak skutecznie pozbyć się trądziku kosmetyki na cellulit
#4 | shareways dnia wrzesień 16 2017 23:05:00
najlepszy preparat na cellulit kremy powiększające do biustu konieczne przeprowadzić doprowadzić Zabieg Specjaliści krem na trądzik różowaty krem na trądzik różowaty
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Zdjęcia z Galerii
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook Like